Co ja tutaj robię ?

Co ja tutaj robię ?

Gdy Zbyszek spakował walizki i się wyprowadził, Monika wpadła w „czarną dziurę”. Nie mogła podnieść się z łóżka, pracować. Początkiem nowej drogi dla małżeństwa okazało się być ognisko w ramach wspólnoty Sychar...


Wspólnota Trudnych Małżeństw Sychar to inicjatywa, która pomaga małżeństwom w konstruktywny i twórczy sposób przepracować kryzys małżeński. Z oferty pomocy wspólnoty 9 lat temu postanowiła skorzystać jako pierwsza także Monika…

 

- O Sycharze po raz pierwszy usłyszałam od koleżanki w pracy. Jednak wcale nie miałam ochoty tam iść - wspomina. - Ostatecznie jakoś tam jednak wylądowałam. Dziś wiem, że to było działania Boga. Na początku się zastanawiałam: "Co ja tu robię ?", przecież ja nie mam żadnemu problemu. Jestem super: zaradna, pracowita, zorganizowana, o co im wszystkim chodzi. Dopiero potem dowiedziałam się, że jak ma się idealnie wypucowany dom taki jak mój, to od środka w człowieku, rodzinie jest problem. Bo sprząta się, by zyskać poczucie bezpieczeństwa. Ja nadrabiałam je sobie właśnie sprzątaniem. Wszystko musiało być idealnie. Na tamten moment nie byłam świadoma, by powiedzieć sobie, że potrzebuję pomocy. Myślałam, że może sama komuś pomogę, doradzę, w końcu jestem taka mądra i „gospodarno babo”. Pierwsze kroki były nieświadome, ot, pójdę zobaczyć. Na początku źle się tam czułam. W domu było mnóstwo ciężkich sytuacji, kłótni, dosłownie przy każdym minięciu się ze Zbychem. A tam byli serdeczni ludzie, więc nie umiałam się w tym odnaleźć...

 

W małżeństwie Moniki i Zbyszka to Monika grała zawsze „pierwsze skrzypce”. To ona pracowała, decydowała za nich oboje, przejęła wszelką możliwą odpowiedzialność za rodzinę. Gdy Monika pracowała w korporacji, Zbyszek zajmował się domem i dziećmi. - W kryzysie nie ma jego jednego powodu, to składowa wielu czynników: brak komunikacji, brak porozumienia w prostych sprawach małżeńskich – twierdzi Monika. - U nas doszło do zachwiania ról, ja przejęłam rolę męża, Zbyszek moją. To ja podejmowałam większość decyzji, a mąż się wycofywał. Byłam tak niezależna, że on w końcu nie miał się kim opiekować. Meżczyzna albo walczy albo ucieka. Jak ma walczyc z żoną to woli nie walczyć. Będzie walczył z innym facetem, ale nie z żoną.

 

Zbyszek: byłem na bocznym torze. Potem szuka się relacji gdzieś indziej. Pocieszycielka sama się znalazła…. Gdy poznałem tę kobietę, coś się zaczęło między nami rodzić, wierzyłem, że poukładam sobie życie i będzie mi lepiej. Oczekiwałem większej akceptacji od Moniki ale jej nie dostałem. To żona miała lepszą pracę, a ja się zajmowałem dziećmi. To była jedna z przyczyn naszego kryzysu. Monika przenosiła też problemy z pracy do domu, tworzyła nerwową atmosferę. A tamta kobieta przyciągała, bo było fajnie, miło.

 

Wiara i Bóg

 

- Dopiero gdy Zbyszek się wyprowadził, pojawiła się u mnie pierwsza prawdziwa modlitwa - relacjonuje Monika. - Dotąd chodziliśmy co niedzielę do kościoła, dzieci były pięknie ubrane, w najlepsze ciuchy. W Święta zawsze perfekcyjna choinka. I to była cała nasza wiara. Ludzkimi silami nie da się przejść takiego zła, rozłamu, zniszczeń, bo one są w każdym obszarze życia małżeńskiego. Ja dostałam Łaskę nawrócenia, to jest droga z Bogiem. Łaska nawrócenia powoduje, że masz szansę stać się lepszym człowiekiem, to nie jest jednorazowe, chwilowe. Nie rozwijając się duchowo jesteś na etapie niemowlaka. W Sycharze podejmujemy program 12 kroków, który odkrywa twoje słabości, mocne strony, uczy, jak rozumieć człowieka. Odkrywaliśmy to na tyle, na ile byliśmy w stanie na dany moment.

 

Sakrament z nowej perspektywy

 

- Nie wiem, czy małżeństwa wierzą w moc Sakramentu Małżeństwa i z niego korzystają. Chodzi o to, by nauczyć się korzystać z tej mocy - Monika nie ma co do tego wątpliwości. - Wiedzieć, że w małżeństwie są trzy osoby: Bóg i oboje małżonków. Korzystanie z pomocy Boga i Świętych, ich mocy, uciekanie się do nich z prośbą w trudnych sytuacjach – to daje ogromne możliwości. Małżeństwo samo na ludzkie siły jest nie do udźwignięcia. Ważna jest wspólna modlitwa, codziennie modlimy się razem.

Podejmujemy też projekty - na przykład Nazaret Naszym Domem. Zyszek inicjuje modlitwy, czytania. Nie chciał kiedyś brać w tym udziału, a teraz sam ja prowadzi. Podejmowałam różne fortele by tak było, mówiła mu: „wiesz, jest lepiej jak się modlimy, a jak nie to się nam wszystko sypie.”

 

Praca nad sobą

 

- W Sycharze przede wszystkim pracuje się nad sobą, nie nad współpmałżonkiem – opowiada Monika. - Zwłaszcza na początku. Pracę tę wykonuje się indywidualnie, w czasie kryzysu to wręcz wskazane. Do tego służą warsztaty, program 12 Kroków, rekolekcje… W ten sosób uczymy się rozpoznawać i pokonywać własne ograniczenia, zaniedbania, których się dopuściliśmy. To przekraczanie własnego egoizmu, pychy. Jestem zdania, że w 100% tam, gdzie dochodzi do rozpadu małżeństwa, przyczyną są zaniedbania. W pracy nad sobą przez wiele lat odkrywałam prawdę o sobie, to bardzo bolało. Byłam zmuszona zobaczyć, jak silnie rozwinęła się we mnie kontrola tego, co robią domownicy, moja wizja na ich życie, co mają robić, by byli szczęśliwi. To było odbieranie im wolności. Do tego dochodził duży stres w pracy w korporacji, który przenosiłam do domu – to skutkowało chorobami, wyładowywaniem się nieadekwatnym do sytuacji. Kiedy trzeba było się odezwać - ja milczałam i odwrotnie. Żyłam w ciągłym napięciu. Odkrywałam, że nie rozumiem męża. Nie poznałam wcześniej, w jaki sposób myśli mężczyzna, zawsze forsowałam swoją wizję. Teraz wiem, że muszę tworzyć mężowi przestrzeń do mówienia, wycofuję się z własnego gadulstwa, z inicjowania. Mamy dużo ciszy w domu. Nie mam może dziś tego, co mogłam wcześniej osiągnąć przez presję ale mój syn jest bardziej wolny, męski, szczęśliwy. To też zasługa Spowiednika, który w ramach Pokuty kazał mi: nie upominać, nie kontrolować, nie sprawdzać. To była walka samej z sobą.


 

Szufladka Nicości

 

Zbyszek: my (mężczyźni przyp.red.) jesteśmy prości. Mogę to wyjaśnić na na przykładzie książki Marka Gungora pt. „Przez śmiech do lepszego małżeństwa". Pisze on, że mózg kobiety to kłębowisko, u mężczyzny są to szufladki.. Jedna z nich to nicość i to jest ta najbardziej przez nas ulubiona.

 

Powrót

 

Zbyszek wrócił do rodziny na prośbę dzieci i swojej matki. To był bardzo trudny czas. -  To byłą ciężka, żmudna praca – wspomina Monika. - Nie da się zmienić swoich destrukcyjnych mechanizmów ot tak, czy pretensjonalnego tonu. Cudem było to, gdy zaczęły zdarzać się w naszym życiu dosłownie 2-3-sekundowe momenty bez awantury. Jednak taki spokój bez napięcia, komfort z całkowitym zaufaniem nastąpił dopiero w styczniu 2021. Obudziłam się pewnego dnia i odkryłam, że nie mam w sobie niepokoju, oddalenia od męża. Stwierdziłam, że mam fantastycznego męża choć jeszcze w listopadzie nie byłam w stanie wypowiedzieć tego na głos. Rok temu byliśmy na modliwtie wstawienniczej, gdzie dostaliśmy Słowo, że się zachwycimy sobą. Po długim oczekiwaniu sprawdziło się to. Dziś wiemy, że w małżeństwie, gdzie jest brak miłości, więzi, czułości - nie da się żyć.

 

Nowa jakość

 

Dziś Monika i Zbyszek potrafią cieszyć się wspólnym byciem ze sobą. Najlepszą kawą, jaką parzy Zbyszek i wspólnymi wakacjami, które w końcu przestały być koszmarem dla całej rodziny. Teraz organizują je razem wspólnie wybierając miejsce, sposób podróżowania. Nikt już nie walczy o źle spakowaną torbę czy nieodpowiednio wydane na przyjemności pieniadze. Wcześniej małżonkowie nie mieli też porozumienia finansowego.


Nie ma tego złego….

 

- Darmo dostaliśmy, darmo dajemy – mówi Monika. - Od kilku lat przyjeżdżają do nas małżeństwa z problemami. Staramy się im pomóc. Prowadzimy spotkania małżeństw w kryzysie w naszej parafii, cały czas też pracujemy nad sobą. Nasz kryzys wydaje owoce. Żeby jednak wyciągnąć dobro z kryzysu małżeńskiego, Bóg posługuje się czyimiś rękami. Musi to być przynajmniej jeden małżonek. W Sycharze mówi się, że ile się psuło, tyle trzeba naprawiać… Wiem, że na złu nie można zbudować szczęścia ani porozumienia, że budowanie na swojej sile i własnych umiejętnościach to budowanie na piasku. Ale nie mamy wątpliwości, że warto przejść tę drogę. Już nigdy nie chciałabym być w tym miejscu w swojej głowie i sercu jak te dziewięć lat temu.....

 

Małżeństwa przechodzące kryzys zapraszamy na strony internetowe Wspólnoty Sychar:

www.stowarzyszenie.sychar.info/strony